Artykuły o Agile i nie tylko.
Największy w Polsce portal o zwinności

Dzisiaj chciałabym chwilę z wami pozastanawiać się nad ideą Retrospektywy Sprintu. Oczywiście, mamy na portalu już całkiem pokaźny zbiór artykułów na jego temat, ale chyba nie poruszyliśmy do tej pory kwestii, co z retro w dojrzałych zespołach. W początkujących spotkanie to jest ważnym wydarzeniem, które ma pomóc zespołowi wejść w rytm pętli feedbacku i ciągłego usprawniania swojej pracy. Jasnym jest, że rezygnacja z Retrospektywy Sprintu może źle się dla zespołu skończyć, że bez retro zespół nie wzniesie się na wyżyny i nie nabierze samorefleksji. Po prostu – retro ma zalety, które już szeroko i wielokrotnie były podkreślane. Co jednak, gdy zespół pracuje razem już dobry kawał czasu, zna się jak łyse konie i potrafi wprost mówić, o co mu chodzi?

Do tych przemyśleń skłonił mnie ostatnio przeczytany komentarz na linkedinie, więc pozwólcie, że nakreślę tło. Scrum Master czy Agile Coach pochwalił się, że ktoś z jego zespołu (nie pamiętam czy PO, czy lider, czy ktokolwiek inny – stanowisko nie jest tu ważne) potrafi dać mu feedback na temat jego niedostępności bez retro, zostawiając znaczący sygnał przy biurku. W komentarzu pod postem inny SM czy AC zarzucił autorowi posta, że to bardzo niedobrze, że zespół nie ma Retrospektywy Sprintu, bo to najważniejsze spotkanie Scruma (i tu następował długi wywód pt.“ja wiem najlepiej, więc teraz będę twoim mentorem”).

I tutaj się rozpoczął się mój tok myślowy. Przede wszystkim, dlaczego komentujący a priori zakłada, że zwrot “bez retro” oznacza, że zespół “nie odbywa” Retrospektyw. Ja odczytałam post jako chęć pochwalenia się członkiem zespołu, który jest na tyle dojrzały, że nie musi czekać DO retro, żeby wyrazić swoje zdanie i podzielić się feedbackiem (Nota bene warto wspomnieć, że sam Jeff Sutherland bardzo mocno wspiera ideę, by robić Retrospektywę przy każdej okazji, a nie tylko na koniec sprintu.) Być może osoba ta weszła już na ten wymarzony przez wszystkich SMów i AC poziom samoświadomości, w którym faktycznie myśli cały czas i cały czas ma z tyłu głowy, że zespół powinien się usprawniać i trzeba o to dbać na bieżąco, bo tak uzyskuje się najlepsze efekty. Poza tym dodatkowym feedbackiem całkiem prawdopodobne jest, że wspomniany zespół ma swoje retro po każdym sprincie i również na nim rozmawia o usprawnieniach.

A jeśli jest to tak świadomy pracownik i jeśli cały zespół funkcjonuje tak samo, to co by się stało takiego strasznego, gdyby nie mieli Retrospektywy Sprintu? Czy jest ona potrzebna dojrzałemu zespołowi tak samo mocno, jak zespołowi początkującemu? Czy jeśli zespół usprawnia się na bieżąco i potrafi ad hoc przegadać nurtującą go kwestię, to czy retro musi odbywać się regularnie, albo czy musi w ogóle się odbywać?

Zazwyczaj początkujące, mało zaawansowane zespoły, albo zespoły, które kwestionują w jakiś sposób Scruma, głośno i chętnie mówią, że retro jest im niepotrzebne. Pozostawmy tu na boku kwestie, czy ich Retrospektywy są prowadzone efektywnie, czy kończą się faktycznymi usprawnieniami, czy daliśmy sobie przestrzeń na rozmowę z nimi na temat powodów, wg których oceniają Retrospektywę za niepotrzebną, czy próbowaliśmy znaleźć z nimi jednak jakąś korzyść w retro. A zatem, nie wnikając w te, równie ważne kwestie, które mogą skutkować innymi scenariuszami postępowania, uważam, że warto z takimi zespołami poeksperymentować i pozwolić im się sprawdzić w sprintowych bojach bez refleksji na koniec. A zatem odwołać retro – jedno, a potem może drugie. A jednocześnie zbierać te ich drobne potknięcia, niedogadania, braki w procesie, które utrudniają im pracę, nie pozwalają osiągnąć celu Sprintu, a jednocześnie nie mają szans być przegadane i poprawione w kolejnej iteracji. Dość szybko większość zespołów pęka i zaczyna narzekać na te problemy, co pozwala SMowi pokiwać ze współczuciem głową i powiedzieć “Gdybyśmy tylko mieli Retrospektywę…” Po kilku Sprintach zespół w takich przypadkach zaczyna rozumieć, od czego jest Retrospektywa i możemy wrócić do wprowadzania ich w tajniki Scruma.

Reklama


A co w przypadku zespołów dojrzałych, które przegryzły się w boju i są świadome swoich ograniczeń i problemów (i tutaj uwaga – nie chcę wdawać się w akademicką dyskusję, czy bez retro to jeszcze Scrum, czy już nie)? Skoro mowa o dojrzałym zespole, to zazwyczaj nie ma tutaj pierwotnego problemu niezrozumienia celu Retrospektywy i raczej wychodzi na to, że skoro członkowie zespołu dbają o usprawnianie na co dzień, to specjalne, dedykowane temu spotkanie nie jest konieczne. I teraz pewnie napiszę coś niepopularnego, ale zupełnie nie widzę problemu, żeby poeksperymentować i zacząć robić retro co któryś sprint, albo zrezygnować z niego. Dlaczego? Bo jednocześnie otwarcie mogę się umówić z zespołem (bo jest dojrzały), że w przypadku problemów nierozwiązanych na bieżąco, zapomnianych, w przypadku spadku formy, niepokojących objawów, wracamy do Retrospektyw, rozpoznajemy, jakie były przyczyny naszych problemów i wyciągamy jakieś wnioski. A jeśli nic się niedobrego nie dzieje? To przewrotnie powiedziałabym, że zespół właśnie zbliżył się do Kanbana, który zakłada ciągłe, ewolucyjne usprawnienia, ale nie narzuca zespołowi sposobu i formy, w jakich te usprawnienia mają być identyfikowane i wprowadzane w życie. Jak dla mnie to właśnie ten wyższy poziom świadomości i odpowiedzialności zespołu. Nie potrzebują ani oddzielnego spotkania, ani może SMa czy AC, żeby działać, eliminować przeszkody w swojej pracy i wdrażać usprawnienia. Są na poziomie RI i sami optymalizują swój proces pracy w oparciu o to, co obserwują.

Co wy na takie podejście? Musimy mieć to retro, czy może jednak czasem można z niego zrezygnować?

 

Obraz ilustrujący artykuł: Edward Ruscha 1979

Ta strona używa Cookies, korzystając z niej wyrażasz zgodę na używanie ciasteczek zgodnie z ustawieniami przeglądarki. Nasza Polityka Prywatności
Akceptuję, bo lubię Was czytać.
x
X